niedziela, 30 września 2018

Gdzie spotkać łosia?


Pewnie niektórzy zauważyli, że Okiem Parkowca wstrzymało ostatnio oddech i od lipca nie pojawił się na blogu żaden dłuższy wpis. Bardziej złośliwi twierdzą, że skoro sierpień jest miesiącem trzeźwości, Parkowcowi zabrakło po prostu weny… Nic bardziej mylnego! Nie brakowało mi weny, ale jak zwykle – czasu. Wiele się ostatnio działo –­ Wakacje w Parku, Rowerowy Rajd Rodzinny, świętowaliśmy „wykopki” żółwi, a także dni: żurawia i łosia. O wszystkim warto byłoby napisać. Było wiele ciekawych spotkań i miłych chwil na poleskich moczarach, nie było za to chwili, żeby o tym spokojnie opowiedzieć na blogu. Na szczęście w dobie Facebooka byliście w miarę na bieżąco z tym, co słychać w Poleskim Parku Narodowym i u brodatego kustosza. Tekst, który czytacie, odpowie na najważniejsze pytanie w mojej karierze zawodowej: Gdzie spotkać łosia? 

Pytanie to wraca jak Zenek Martyniuk na pierwsze miejsce listy przebojów. Prawie każdy, kto przyjeżdża do PPN, chce spotkać te zwierzaki i nie ma możliwości, żeby zadowolił się odpowiedzią – trzeba mieć szczęście…

Jeśli chcecie zagłębić się w łosiowy temat, polecam Wam jeden z pierwszych wpisów na blogu „Król poleskich bagien”. Opisałem tam jedno z bliższych spotkań z tymi niezwykłymi zwierzakami, sprzedając przy okazji kilka ciekawostek na ich temat. Los (czyli łoś bez polskich znaków) chciał, żeby jeszcze raz poruszyć łosiowy temat na blogu. Otóż 16 września obchodziliśmy po raz pierwszy Dzień Łosia. 

Organizatorem wydarzenia była Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze i związany z nią serdeczny kolega Radosław Miazek. Za jego namową dałem się wciągnąć w poleskie bagna, by pokazać Wam łosie z bliska – taką mieliśmy przynajmniej nadzieję. 

Od początku września staraliśmy się z Radkiem przygotować optymalną trasę, na której będą największe szanse, by spotkać łosia. Wybraliśmy okolice mojej chatki, bo – po pierwsze – miałem blisko, po drugie – całkiem przyjemnie się tam wędruje. Trasa prowadziła przez tereny otwartego torfowiska, starych torfianek, otwartych łąk, a także fragmentów sosnowych borów – dla łosia idealnie! Gdy mieliśmy już obraną trasę i kierunek, zacząłem regularnie samodzielnie spacerować po okolicy, żeby pokazać Wam łosia, chociaż na zdjęciach. I jak to z moim szczęściem bywa, przez dwa tygodnie nie spotkałem ani jednego fragmentu łosiowego cielska. Wstawanie o świcie, obserwacje z ukrycia, zakup specjalnego stroju maskującego, wieczorne i noce spacery zdały się na nic. Łosi ni ma. 

 Pomyślałem: pięknie, ludzie z całego województwa grzeją gdzieś na koniec świata, żeby spotkać wreszcie zwierzaka, a łosi ani widu, ani słychu. Ale nastąpił wreszcie przełom. Na dzień przed planowanym wydarzeniem wybrałem się na wieczorne słuchowisko na bagno za domem. Usiadłem wygodnie na składanym krzesełku, przebrałem się za krzaka łozy i tak zakamuflowany oczekiwałem na spotkanie z królem bagien. Wrześniowe wieczory są naprawdę cudowne! Cisza, spokój, mgła unosząca się nad wodami i brak komarów sprzyjają obserwacjom. Tego wieczoru były to jednak wyłącznie nasłuchiwania. Schowany w krzakach, usłyszałem, jak z przeciwległej strony przemieszcza się zwierz o znacznych gabarytach – szelest roślin i ciche stęknięcie utwierdziły mnie w przekonaniu, że zbliżał się do mnie łoś. Szu, szu, szu – później chlup do wody. Jeszcze chwilka i wyjdzie „na czyste” – pomyślałem. Łoś jednak przechytrzył Parkowca i po „chlup” nie nastąpiło już nic. Przypuszczam, że siedział sobie w tym rowie do rana, mając za nic mnie i moje marzenia o wykonaniu zdjęcia życia…


Przyszedł Dzień Łosia. Chętni na spotkanie z królami bagien zebrali się na parkingu w Łomnicy, a później przemieścili się do Lejna, żeby razem z Radkiem i Parkowcem wyruszyć tropem łosia. Pierwsze, co dało się zaobserwować, to ogromne zainteresowanie całą akcją. Około 60 osób wstało bladym świtem, by dotrzeć na Polesie i wspólnie szukać łosia. Była do tego znakomita okazja – przecież to czas bukowiska, czyli łosiowych zalotów. Różnią się one nieco od rykowiska. Nie są tak spektakularne i tak słyszalne. Łosie, w odróżnieniu od jeleni, nie tworzą też haremów. To klępa zwabia byka swoim stękaniem. Później, gdy nie ma rywali, może dojść do „konsumpcji”. Pod jednym jednak warunkiem – samiec, byk musi zostać zaakceptowany przez potomka klępy, który nie odstępuje jej jeszcze na krok. Ciekawa sprawa z tym bukowiskiem, chętnie napisałbym o nim ciut więcej, ale muszę zachować coś na przyszłoroczny Dzień Łosia. Wycieczka po Lejnie i okolicach udała się niesamowicie. Wszyscy przemokliśmy od rosy, buty były ciężkie od błota, a i tak z uśmiechami na twarzy maszerowaliśmy przez błota i krzaki. Byłem pewny, że w żaden sposób nie uda nam się tych łosi spotkać. Łoś lub los chciał jednak inaczej. Gdy dotarliśmy do jednej z wielu w okolicy torfianek, doszły nas znajome dźwięki – szu, szu. Łoś, jest łoś! – krzyknął Parkowiec. Okazało się, że miejsce, które odwiedzałem codziennie, było miejscem randki klępy z bykiem. Niesamowite spotkanie, zważając, że było już grubo ponad 3 godziny po wschodzie słońca, a przez las na torfiankę weszło 60 osób! Ci, którzy zdążyli wejść, widzieli. Ci, którzy zostali w tyle, mogli nam tylko zazdrościć. Czy mój okrzyk spłoszył zwierzęta? Myślę, że i bez niego zwierzę oddaliłoby się od takiego tłumu. Łosie czmychnęły jednak nieopodal, wyczekały moment i wróciły do romantycznych uniesień. 


Po przejściu 8 kilometrów zawędrowaliśmy z powrotem pod chatkę Parkowca, gdzie rozpaliliśmy ognisko, zjedliśmy kiełbaski. Była kawa, herbata i masa innych atrakcji (poleskie wilkory i dzika puma). Co ciekawe, gdy wszyscy już odeszli, moim oczom ukazał się niesłychany widok. W miejscu, gdzie przed chwilą biwakowało ponad 60 osób, nie było ani śladu ich obecności. Ani papierka, ani niedopałka, zupełnie nic. Wielki szacunek dla tych, którzy wzięli udział w wydarzeniu – jesteście najlepsi i mam nadzieję, że będę miał jeszcze przyjemność wędrować z tak świetną grupą ludzi. 

Drugie spotkanie z łosiami w ciągu ostatnich dni miało miejsce na ścieżce „Czahary”. Oprowadzałem uczestników konferencji naukowej organizowanej przez SGGW i UP w Poznaniu. Dotarliśmy na drugą wieżę widokową (tę na bagnie) i obserwowaliśmy panoramę Bagna Bubnów. I nagle niespodziewanie z lasu wyszedł sobie młody byczek, dał susa przez kładkę i powędrował swoją łosiową drogą przez bagna. Godzina spotkania? 10:30.


Jak więc to jest z tymi łosiami? Gdzie i jak można je spotkać? Odpowiedź zaskoczy Was wszystkich – weźcie grupę ok. 40-60 osób, wybierzcie się w miejsce, w którym nigdy wcześniej tych łosi nie widzieliście, najlepiej w środku dnia. Tak, wtedy uda się Wam spotkać łosia, podobnie jak mnie!

Niech łoś będzie z Wami! 



5 komentarzy:

  1. Najczęściej widuję te dostojne zwierzęta pomiędzy Garbatówką a Grabniakiem. Pasą się tam przy drodze szczelnie zasłonięte kurtyną przydrożnych krzewów i zieleni. Drugie takie miejsce to Dębowiec - łąki przylegające do j.Sumin. Tu najczęściej widuję klępy z młodymi.Są to więc tereny przyległe do PPN. W samym parku nigdy nie udało mi się spotkać łosia oko w oko, za to śladów ich bytności nie brakuje.Jedyną radę jaką mogę udzielić to : trzeba być uważnym i rozglądać się dookoła, i oczywiście trzeba duuuużo chodzić .Pozdrawiam��

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam okazje spotkac Łosia klempę oraz młodego osobnika w samo południe lub po południu w moich lasach krężnickich wiec trzeba miec szczescie i nie koniecznie z rana �� A gdzie spotkać jelenia?? ha ha ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Też jestem ciekawa gdzie jelenie :)
    Tydzień temu byłam w PPN w poszukiwaniu tychże (łośkiem też nie pogardzę), ale jedyne co to słyszałam ich ryk.
    No nic, nie poddaję się i już planuję następną wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj czekało się na nowy wpis i się doczekało. I na spotkanie z łosiem też przyjdzie czas. Trzeba czekać. No i odwiedzać Park.

    OdpowiedzUsuń