wtorek, 8 maja 2018

Niezwykłe życie sów


Parkowiec zaniedbuje ostatnio obowiązek pisania na blogu. Nie martwcie się – będziecie mieć jeszcze dość oklepanych żartów, Polesia i autora wpisów. Zanim się to stanie, zapraszam do przeczytania najnowszego artykułu! Jak zapowiadałem: tym razem o sowach – niezwykłych stworzeniach, które zachwycają mnie od dłuższego czasu.

Czarująca spojrzeniem
Sowy różnią się trochę od innych ptaków. Nie widzimy ich raczej, nie słyszymy żadnych sowich treli. Ba! Nie zdajemy sobie często w ogóle sprawy, że są naszymi sąsiadami. Nieliczni szczęściarze mają okazję stanąć oko w oko z puchaczem czy puszczykiem mszarnym. Moje doświadczenia z tymi nocnymi ptakami związane są głównie z pracą w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt, gdzie od czasu do czasu pojawia się puszczyk czy pójdźka. Mamy dzięki nim ogrom radości.

"Dzień dobry! Czy zechciałby Pan porozmawiać o puchaczu?"
W tym roku w Poleskim Parku Narodowym Noc Sów obchodziliśmy wyjątkowo później, niż pierwotnie planowaliśmy. W tej chwili nikt już raczej nie pamięta, że w marcu zaatakowała zima. Przypominam w skrócie – było źle. Przenieśliśmy więc imprezę na kwiecień, żeby pod osłoną nocy w spokojnych i bezpiecznych warunkach nasłuchiwać z uwagą, co sowy mają do powiedzenia. Grupy rozeszły się po Parku, żeby nie nadwyrężać puszczyka z Łowiszowa, który do tej pory co roku dawał nam swój koncert pod zadaszeniem. Ci, którzy uczestniczyli w imprezie, dobrze wiedzą, gdzie sowy dopisały. Mnie niestety nie dopisało wtedy szczęście. Ale dzielny Parkowiec nigdy się nie poddaje! Następnego dnia wyruszyłem na spacer dosyć późną porą, tym razem całkowicie sam. Ciemną nocą nad moją głową bezszelestnie przeleciała jakaś zjawa…

Puszczyk - zjawa z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt
Dzięki temu, że dzień wcześniej słuchałem uważnie, co na temat sów mają do powiedzenia ornitolodzy, nie padłem tam na atak serca. Lot sowy jest bezgłośny! Dzięki właściwościom piór i sposobowi ich ułożenia na ciele sowy poruszają się niczym ptasi ninja. Dobrze, że nie przypominam myszy, bo nie miałbym szans z głodnym puszczykiem. Chwilę później na niebie pojawiły się kolejne dwa ptaki, które miały chyba w głowie amory. Wykorzystałem to i za pośrednictwem serwisu YouTube, posługując się smartfonem, odtworzyłem odgłos godowy pana puszczyka. Internetowy kawaler był chyba nie byle jaki, bo już po chwili usłyszałem odpowiedź. Podczas gdy z głośnika komórki wydobywały się odgłosy, naprzeciw mnie usiadła pani puszczyk, wypatrując swojego wybranka. Smutno mi się zrobiło, bo narobiłem kobiecinie nadziei, a tu nic – jaj z tego nie będzie. Zostawiłem więc panią puszczyk ze złamanym sercem i ruszyłem dalej w las.
Parę dni później wybrałem się na ścieżkę „Spławy” – cudowne miejsce! Spacer po kładkach i pobyt nad jeziorem naładował porządnie akumulatory, a w drodze powrotnej spotkałem kolejną sowę. Oczywiście w tym czasie obiektyw skierowany był w stronę saren, pasących się nieopodal, więc dopiero w ostatniej chwili dotarło do mnie, co się właśnie stało. Nad głową przeleciał mi kolejny puszczyk, jak ma w zwyczaju – bezszelestnie. Gdyby więc ktoś pytał, czy w Poleskim Parku Narodowym można spotkać sowę na ścieżkach – owszem: można, trzeba jednak pamiętać, by w tym czasie nie fotografować saren.

Najpiękniejsza płomykówka świata
Inne ciekawe spotkanie z nocnymi ptakami przydarzyło mi się w ciągu dnia niedaleko chatki. Był prawdopodobnie listopad. Zajęty grabieniem liści przed nadchodzącym śniegiem, dostrzegłem kątem oka (ach, to „Oko Parkowca”!) uszatą sylwetkę, przytuloną do pnia drzewa – była to… uszatka. Warto odnotować, że sowy są mistrzami kamuflażu. Snajperzy, komandosi czy fotografowie w czatowniach mogą się schować (dosłownie i w przenośni). W zasadzie wszystkie gatunki sów biją ich w tym na głowy. Upierzenie nie pozwala odróżnić ptaka od kory drzewa. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, ile razy przeszedłem obok śpiącego puszczyka, pójdźki czy uszatki, nie zdając sobie z tego sprawy. Zdolność do wtapiania się w otoczenie to mimezja. Warto zapamiętać tę nazwę, a nuż pojawi się w krzyżówce lub „Kole Fortuny”.

Uszatka - sąsiadka
Zanim zdążyłem pobiec po aparat (trzeba było jeszcze bezpiecznie odstawić grabki), uszatka zmieniła miejsce odpoczynku, tym razem jednak się nie ukryła – dopadłem ją i zrobiłem zdjęcie ptaszora w prawie zimowej odsłonie. Uszatki zresztą zimowały w świerkach na działce, było ich na pewno kilka. To towarzyskie ptaki, zwłaszcza zimą uwielbiają spędzać czas w swoim towarzystwie na grach karcianych i planszówkach. W takich noclegowiskach uszatek może być kilka, kilkanaście, a jak mają dobre gry, to i kilkadziesiąt! Niezwykłe ptaszory.

Pójdźka i jej szalenie żółte oczy
W swojej karierze wziąłem też udział w jednym, w dodatku udanym, polowaniu na sowę. Zadzwonił do mnie kiedyś miejscowy proboszcz z nietypową sprawą: „Panie Marku, mamy sowę w kościele. Co możemy zrobić?”. Przyjechałem na miejsce i faktycznie – nad głównym ołtarzem siedział młody puszczyk. To nie takie proste zwabić ptaszora w ręce, zwłaszcza w budynku wysokim jak kościół. Po kilku nieudanych próbach puściliśmy odgłos pisku myszy (nomen omen – myszy kościelnej). O dziwo zadziałało. Zabraliśmy puszczyka z rekolekcji i wypuściliśmy obok kościoła. Według relacji proboszcza słychać go tam po dziś dzień.

Młoda uszatka podczas śniadania
Specjalnie dla Was na koniec kilka wybranych przeze mnie ciekawostek o sowach:
Łacińska nazwa puszczyka Strix oznacza strzygę! Dawniej jego odgłos uważany był za zwiastun nieszczęścia.
Płomykówka – podczas zalotów samiec „klaszcze” skrzydłami i ściga samicę, dopóki ta nie da się złapać.
W starożytnej Grecji pójdźka poświęcona była Atenie, bogini mądrości. Pójdźki gnieździły się w załomach murów Akropolu, co miało świadczyć o sympatii bogini wobec tych ptaków.
Uszatka zazwyczaj nie buduje gniazda. Najczęściej lęgnie się w starych, opuszczonych lęgowiskach po innych ptakach, zwłaszcza krukowatych – wronach, srokach, gawronach, sójkach, krukach.
Puchacz jest największym nocnym ptakiem drapieżnym Europy. Poluje na bardzo zróżnicowane pod względem wielkości ofiary: od maleńkich owadów po młode sarny czy nawet jelenie (sic!). Puchacz jako jedyny z naszych stworów nie boi się wilka – nie musi.
Puszczyki nie poznają opiekuna
To tyle, jeśli chodzi o sowy i to, co chciałbym Wam o nich opowiedzieć. Mam nadzieję, że chociaż trochę odczarowałem świat zjaw, duchów i strzyg, z którymi były kojarzone. Sowy to niezwykłe ptaki – oczarowały mnie do reszty! 


poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Rzecz o ptaszorach



Piątek, godzina 9:30. Stacja badawcza „Chatka na końcu świata”. Obserwator: Parkowiec. Raport. Za oknem kuchennym w odległości 3 metrów od stanowiska obserwatora  zauważono obecność nowych, niespotykanych wcześniej tu gatunków. Cechy charakterystyczne: ciemne ubarwienie głowy, skrzydła ciemne z trzema pręgami – dwiema białymi oraz szeroką rdzawą przy barku. Rdzawocynamonowe podgardle, szyja i pierś. Spód ciała biały. Obiekt bardzo szybki i czujny. Nie spuszcza oka z oka Parkowca. Zaniepokojony ruchem ucieka. Obiekt 2. Osobnik poruszający się na dwóch kończynach, zdobywa pokarm, poruszając się wśród roślinności. Sylweta zwarta, krępa. Pojawia się na kilka sekund, następnie znika w roślinach. O swojej obecności informuje głosem – głosem zięby.
Jer - nowy gość w karmniku 

Usiadła zięba na jesionie...
Tę niezwykłą relację tworzyłem dla Was na bieżąco, obserwując ptaki za swoim oknem. Zima w odwrocie, ale ptaki wykorzystują to, co zostało przy karmniku. Niesamowite przeżycie: patrzeć przez okno z bliska na potomków dinozaurów i starać się je zrozumieć. W tym tekście zapraszam w podróż do świata ptaków.
Grzywacz szuka miejsca do założenia gniazda
Kilka słów o moich tegorocznych „ptakach na wypasie”, czyli ptakach karmnikowych. Zima była w tym sezonie wyjątkowa. Gdy już miała odchodzić na dobre, przyszły silne mrozy, chwilę później – gdy w powietrzu czuć było wiosnę – przyszły śnieżyce i zamiecie. Niełatwo było się odnaleźć w tym wszystkim ptakom, dlatego (w moim odczuciu) tym bardziej należało im pomóc. Karmienie ptaszorów rozpocząłem dopiero po pierwszych opadach śniegu, ale sikorki odnalazły pokarm w zaledwie 20 minut po dostarczeniu.
Bogatka - stały bywalec karmnika
W tym roku bogactwo gatunków, które zawitały do mojego karmnika, zaskoczyło nawet mnie. Odwiedziły mnie wszystkie gatunki sikor! Płochliwe bogatki, czarujące błękitem modraszki, mniej rzucające się w oczy sikory uboga i czarnogłówka, czy pozostająca w ciągłym ruchu czubatka. Sporadycznie pojawiała się sosnówka – najmniejsza z krajowych sikorek. Jej biały pasek na czubku głowy pozwolił na odnalezienie wśród gałęzi. Do karmnika oczywiście chętnie przylatywały mazurki – wcale nie mniej liczniej niż bogatki. Często jednak żerowały na ziemi, żywiąc się tym, co spadło z karmnika. Teraz stałem się posiadaczem niemałej kolonii mazurków, które z furkotem wylatują z posadzonych na działce krzewów, gdy tylko się do nich zbliżę. Otoczenie karmnika rozświetlały trznadle ze swoimi żółtymi brzuchami. W momencie, w którym piszę to zdanie, przyleciał szpak i pięknie prezentuje się w porannym słońcu. W tym roku odwiedziły mnie jeszcze kosy, gołębie grzywacze, rudziki, dzwońce i krogulec, który próbował zyskać na tym ptasim spotkaniu. A tylko dzisiaj pojawiły się dwa nowe gatunki, które przez całą zimę omijały tę okolicę: jer i zięba. Wszystko to 3 metry od miejsca, w którym siedzę. Niezwykły świat.
Uboga czy czarnogłówka?
Czarnogłówka czy uboga?

Modraszka skradła mi serce

Czubatka - nie do podrobienia

Sosnówka - najmniejsza z sikorek

"Nie ma mnie" - rudzik w ukryciu

Pan kos jak zwykle nienagannie ubrany w czarny garnitur

Kolory szpaka

"Ktoś mnie wołał?" - krogulec próbował szczęścia przy karmniku
Ptaki mają w sobie coś, co przyciąga ludzką uwagę. Są zawsze blisko nas, ale bardzo rzadko udaje się je oswoić. Zawsze pilnie obserwują otoczenie, widząc znacznie więcej niż my. Są barwne, wydają piękne odgłosy, które są jednymi z najprzyjemniejszych dla ludzkiego ucha. Pokonują ogromne odległości w celu znalezienia pokarmu czy założenia gniazda. Mają niespotykane wśród innych zwierząt zwyczaje i rytuały godowe. Żuraw, najwyższy ptak żyjący w Polsce, pręży się i wygina swoje ciało, tańcząc przed partnerką, by zdobyć jej względy. Remiz buduje wspaniałe gniazda, żeby przekonać potencjalną partnerkę, że nadaje się na ojca. Wśród ptaków to zazwyczaj panowie stroją się w piękne piórka. Są jaskrawo ubarwieni – często wieloma kolorami – po to, by pokazać swojej partnerce, jak bardzo są silni i zdrowi. Także, drogie Panie, oddajcie swoje kosmetyczki Waszym partnerom i od dzisiaj mają bardziej dbać o siebie dla Was.
"Zatańczymy?" 

W połowie lutego tego roku za moim „leśnochatkowym” obserwatorium usłyszałem głos – głos pełen nadziei; głos, który przyprawił mnie o ciarki na plecach – klangor, pieśń żurawi. Nie pierwszy raz zdarzyło się przylecieć żurawiom, gdy dookoła leży jeszcze śnieg. Chodzi im o zajęcie najlepszych miejsc do założenia gniazda i żerowania, co pozwoli na wychowanie potomstwa. Można to porównać z sytuacją, w której przed zimą wszyscy mieszkańcy dużego miasta opuszczają swoje domy. Gdy zbliża się wiosna, każdy ma wrócić do miasta, pierwszy wybiera najlepsze miejsca. Dla dobrej chaty warto czasem zaryzykować. Żurawie, tak jak również inne ptaki, w swoich dalekich wędrówkach korzystają z wielu systemów, przy których nasze GPS-y mogą się schować. Po pierwsze: ptaki wyczuwają magnetosferę ziemi – po prostu czują pod skrzydłami, gdzie jest północ, a gdzie południe. A gdyby ptakom zabrakło takiego kompasu? Ostatnie badania dowodzą, że ptaki mogą sobie poradzić także bez tego zmysłu. Z pomocą przychodzi im węch i baczna obserwacja nieba. Poza wyczuwaniem pola magnetycznego ptaki orientują się na podstawie położenia ciał niebieskich: Słońca za dnia i gwiazd nocą. Potrafią nawigować na węch i na podstawie terenu. Okazuje się, że ptaki mają dodatkowo świetną pamięć. Pamiętają okolicę, w której się wykluły, a także wszystko to, co spotykają na drodze do miejsca zimowisk. Układ rzek, gór i miast tworzy mapę w głowie ptaka, dzięki której dokładnie potrafi się odnaleźć w przestrzeni.
"Skręć w prawo, następnie trzymaj się lewego pasa" 
Pamięć ptaków to w ogóle ciekawy temat. W naszym języku upowszechnił się frazeologizm ptasi móżdżek, a w świetle najnowszych badań można go uznać za komplement! Okazuje się, że mózgi ptaków, chociaż są niewielkich rozmiarów, są bardzo rozwinięte. Ptaki pamiętają dokładnie ludzi, którzy podjęli się ich zaobrączkowania i potrafią tę wiedzę przekazać dalej, by ostrzec inne osobniki. Potrafią rozwiązywać skomplikowane problemy i tworzyć ciekawe społeczności jak na przykład. kruki. To chyba jedne z najbardziej niezwykłych zwierząt, żyjących na naszej planecie. Bez trudu rozwiązują problemy związane ze zdobywaniem pokarmu: rozumieją na przykład zasadę działania przejść dla pieszych i wykorzystują to do rozłupywania orzechów. Kruki nadają sobie imiona! Gdy następnym razem usłyszysz krakanie, to może właśnie pytanie: „Mariusz, Mariusz, chleb kupiłeś?!”. Wrona brodata, ptak z rodziny krukowatych, tworzy własne narzędzia. Haczyki do wyciągania owadów wycina dziobem z liści. Bez metrówki i młotka, bez chwytnych kończyn, bez ludzi, którzy mogliby tego nauczyć.
"Pamiętam Cię! To Ty mnie karmiłeś!" 
Warto się otworzyć na niezwykły świat ptaków. To, co Wam dzisiaj przedstawiam, jest zaledwie setną częścią procenta tego, co czeka na Was za oknem.
Spacer nad wodą

Jedna czajka wiosny nie czyni...

A teraz przechodzimy do pozycji żurawia...

Brzydkie kaczątko 




PS Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa AD. 2018 
PS II Następny tekst będzie o sowach :) 

wtorek, 30 stycznia 2018

Wędrujący nocą



Dobra, zawiodłem. Obiecałem Wam tekst o sowach, ale niestety okoliczności (nie można ich nazwać łagodzącymi) zrewidowały plany i tekst o sowach pojawi się później. Co powiecie na termin w okolicy Nocy Sów? Będzie okazja, żeby o niej przypomnieć, zaprosić, a także – mam nadzieję – pokazać jaką sowią „pokrakę”. Na pocieszenie – styczniowy poemat Parkowca z Polesia i tak będzie o wędrujących nocą.


Sporo się działo w ostatnim czasie. Naprawdę bardzo się cieszę, że każdego dnia mam okazję obcować z poleską przyrodą. Jeszcze w grudniu kilka razy przemaszerowałem po nowo otwartej ścieżce dydaktycznej „Czahary”. Na pewno napiszę o niej więcej, kiedy nadejdzie właściwy czas. Ścieżka jest po prostu idealna dla miłośników bagien, kładek i poleskiej przyrody (czyli np. Parkowca). Odsyłam Was do krótkiej audycji Radia Lublin, w której miałem przyjemność wziąć udział z kolegą Grzegorzem. 


Kolejne dni w pracy upływały na przygotowaniu map, informatorów i odpowiednich tablic kierunkowych, a także redakcji artykułów prasowych o „Czaharach”. Bardzo pomocne okazały się uwagi i sugestie odwiedzających ścieżkę, którzy na bieżąco kontaktowali się z nami, jeśli coś budziło ich wątpliwości. 


I chociaż praca nad tekstami i mapami sprawia mi przyjemność, to z wielką radością przyjąłem wiadomość, że mam pomóc w corocznej akcji inwentaryzacji zwierzyny. Las, bagna – to jest to, co wciąga Parkowca. Brałem udział w liczeniu na terenie dwóch obwodów ochronnych (taki parkowy odpowiednik leśnictw): Orłów oraz Wola Wereszczyńska. Pogoda sprzyjała, mróz trzaskał aż miło, dodatkowo pomagało słońce – idealne warunki do liczenia, no i oczywiście fotografowania stworów, na czym – nie ukrywam – najbardziej mi zależało. Uzbrojony w kalesony, długie buty i ciepłą kurtę ruszyłem z kolegami z pracy w las. I na tym koniec mojego szczęścia. Chociaż tropów zwierzyny było sporo, żadna sztuka nie wyszła na bliskie spotkanie z aparatem. Czy one nie wiedzą o Facebooku? Jednym dobrym ujęciem można przecież wypromować każdego jelenia czy łosia! A te uparciuchy znalazły drogę, by ominąć celownik obiektywu Parkowca. Nie wolno się poddawać, wykorzystałem więc wolne popołudnia i po posileniu się zupą w chatce ponownie ruszałem w teren. Dzień robi się coraz dłuższy, więc można jeszcze poświęcić godzinę czy dwie na piesze wędrówki po okolicy. I tutaj znowu skucha – żadnych bliskich spotkań trzeciego stopnia z łosiami czy jeleniami, gdzieś w oddali jedna łania, innym razem świeża kupa zostawiona przez łosia (chyba złośliwa wiadomość: „Zobacz, byłem tu i tyle, możesz sobie sfotografować.”). Nie ustępowałem, dalej brnąłem przez śniegi i mrozy na spotkanie przeznaczeniu. 

I przeznaczenie wreszcie mnie dopadło. Pewnego popołudnia wybrałem się na pobliskie bagno, by podążać tropami łosi. Wykorzystałem czas, kiedy niedostępne zwykle tereny ściął mróz, tak że można było w miarę bezpiecznie wędrować środkiem torfowiska. Łosi (poza mną) żadnych tam nie było, a zaczynało zmierzchać, obrałem wiec azymut na wschód (tam musi być jakaś cywilizacja!) i szedłem w kierunku chatki. Przedzierając się przez powalone konary olszyn i dość gęste zakrzaczenia, zobaczyłem skraj lasu – jestem w domu! Wybrałem jedyną możliwą ścieżkę, pomiędzy dwiema olszynami, mijając niepewny – mimo wszystko – rów i gęste krzaczory. Zrobiłem krok i poczułem opór. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że zostałem złapany we wnyki. Bardzo szeroka pętla stalowej linki objęła mnie w pasie. Zazwyczaj nie mam nic przeciwko podobnym czułościom, ale tym razem wezbrała we mnie wściekłość. Gdybyście mnie wtedy usłyszeli, zwiędłyby Wam uszy i nie odezwalibyście się do mnie nigdy więcej. Drugi koniec linki był przywiązany do olszy, obok której właśnie przeszedłem. Uwolniłem się z wątpliwej przyjemności objęć, zabrałem linkę i wróciłem do domu. 

Pętla zastawiona była na dużego zwierza. Skoro ja nie zauważyłem pułapki i dałem się złapać, to i łoś nie ominąłby raczej linki. Miejsce wybrane nieprzypadkowo – jedyne dostępne przejście w tamtym miejscu. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co ludzie zastawiający takie rzeczy w lesie mają w głowie? Łoś czy jeleń nie mają chwytnych kończyn jak Parkowiec, utknęłyby w pętli, szarpiąc się i powoli tracąc siły. Straszna śmierć, pełna bólu i bezsilności, zwłaszcza że kłusownicy nie sprawdzają zbyt często swoich pułapek, i raczej nie biegną na pomoc, by skrócić cierpienia zwierząt. W swoim życiu spotkałem się już nieraz z wnykami. Mniejsze, zastawione na pochylonej brzózce, by poderwać sarnę do góry, inne, czekające na lisa, który wybierze się przez rów po powalonym pniu, jeszcze inne w rowach, na trasie ścieżki zwierzyny. Nic, absolutnie nic nie usprawiedliwia takiego zachowania! Nie można tego tłumaczyć sytuacją materialną, bo jeśli kogoś stać na porządny stalowy drut, to i na kawałek mięsa by starczyło. Na szczęście coraz rzadziej spotyka się zatwardziałych kłusowników, chociaż jak pokazała moja historia – spotyka się. Ktoś powie, że to niska szkodliwość czynu. A mnie nawet teraz, gdy o tym piszę, serce ściska żal. Zwierzęta nie robią sobie nawzajem takiej krzywdy, a ponoć to my jako jedyni zostaliśmy obdarzeni rozumem… Cóż, najwidoczniej nie wszyscy.

Następnego dnia znowu wybrałem się na bagno za domem. Tym razem nie znalazłem wnyków, znalazłem coś innego. Nieopodal miejsca nieprzyjemnego zdarzenia znalazłem łosią łopatę! To moje pierwsze takie znalezisko, w dodatku tak okazałe. Czyżby nagroda za zdjęty wnyk? Mam nadzieję, że tego, który założył linki, spotka inna niespodzianka – bardziej odpowiednia.  



Na koniec chciałbym pokazać Wam, jak ja ostatnio złapałem łosia w pułapkę, oczywiście – fotopułapkę 😊 Oto wędrujący nocą.