piątek, 9 września 2016

Polesia czar... czyli jeden dzień z życia Parkowca



O godzinie 330 ostatniego dnia sierpnia rozpoczęła się jedna z ciekawszych przygód mojego dotychczasowego życia. Co zmusiło mnie do pobudki o tak nieludzkiej porze? Oczywiście plener! I to plener pełen wrażeń. 

Zaparzyłem ulubioną kawę, wlałem do termicznego kubka i ruszyłem ciemną nocą (każda pora przed godziną 900 jest dla mnie nocą) w stronę Urszulina. Tam miałem spotkać się z przyjaciółmi na umówioną poleską wyprawę. Naszym pilotem był mój serdeczny przyjaciel Sławek Wróbel, którego śladem ruszyliśmy na bagna. Przed 500 rano byliśmy na miejscu – na wieży widokowej w Zastawiu. Usłyszałem tam przepiękną pieśń – klangor tysiąca żurawich gardeł.


Chociaż nie było to moje pierwsze spotkanie z taką liczbą żurawi (o jednym pisałem jakiś czas temu na blogu), zostanie jednak w mojej pamięci na pewno do końca życia. Krzyk żurawi na bagnach bladym świtem – nie ma odpowiednich słów, żeby właściwie opisać to wydarzenie i oddać chociaż część jego doniosłości i piękna. Człowiek zostaje całkowicie pochłonięty przez bagna i zaczarowany tą nieuchwytną chwilą. Głos żurawi grzmiał nieustannie. Co chwilę  kolejne stada ptaków podrywały się na wspólne śniadanie, by zrobić miejsce nowym, dopiero lądującym na bagnie. Żurawi klangor zdawał się rozdzierać mgłę, unoszącą się nad rozlewiskiem.

W pierwszych promieniach słońca koleżanka dopatrzyła się pary łosi, spacerującej przed nami. Faktycznie, dwie ciemne sylwetki – bezszelestnie i bez żadnego plusku wody – przemierzały mokradła. Staliśmy na wieży i chłonęliśmy „polesia czar” w całej krasie. Musieliśmy niestety zmienić w końcu lokalizację i wyruszyć na dalsze „łowy”, ponieważ noclegi to nie jedyna czynność, którą żurawie zwykły wykonywać we wspólnocie… 



Żurawie uwielbiają wspólne rodzinne śniadania. W okolicy Bubnowa znajdują się wielkoobszarowe pola uprawne, które stanowią dla nich idealną stołówkę – wystarczy im kawałek skoszonego pola. Właśnie na takim skrawku skoszonej kukurydzy zgromadziło się tego dnia olbrzymie stado tych pięknych ptaków. Oczywiście nie było mowy, żeby podejść bliżej niezauważonym. Otwarta przestrzeń, brak jakichkolwiek naturalnych zasłon – nawet jednego krzaka… Poza tym w społeczności żurawi znajdują się strażnicy, którzy nieustannie obserwują teren. Żaden nieproszony gość nie umknie ich uwadze, a jeden krok za blisko skutkuje natychmiastowym alarmem, a w konsekwencji poderwaniem się całego stada. Jednak to, co udało się zobaczyć, pozostanie w pamięci i bez wątpienia mogę zapewnić, że Polesie jest krainą żurawi. 

Po udanej wycieczce wybrałem się do moich rodziców na drugą tego dnia kawę, żeby podzielić się historią o poranku na bagnach. Największe wrażenie zrobił na nich, nagrany przeze mnie, film „Klangor”, a moja młodsza siostra Monika zaklepała sobie od razu termin na wspólną wyprawę na bagna. 

Wracając od rodziców, wstąpiłem jeszcze kontrolnie na moje małe żółwiowisko. Wrzesień to już najwyższy czas, żeby małe żółwie po wakacyjnym okresie inkubacji wykluły się z jaj. Okazało się, że ten dzień nie mógł być dla mnie lepszy. „Moje” pierwsze żółwiki nie tylko się wykluły, ale i same odkopały się z gniazda. Pierwsze dwa maluchy znalazłem już poza osłaniającą gniazdo siatką, kolejnym musiałem pomóc lekko dłonią. Dwanaście pierwszych szkrabów jest już pod fachową opieką w Ośrodku Ochrony Żółwia Błotnego w Urszulinie. A ja – podobnie jak ojciec w poczekalni na porodówce – z niecierpliwością czekam na pojawienie się dalszego przychówku.

Na koniec trochę autopromocji. Niektórzy z Was mogli zauważyć na Facebooku autorską stronę Okiem Parkowca. Chociaż bardzo lubię pisanie na blogu, nie zawsze mogę znaleźć czas na dłuższy wpis. A strona na Fejsie to dobre miejsce, żeby podzielić się na szybko fajną fotką, ciekawostką czy po prostu być w kontakcie. Zapraszam serdecznie do śledzenia Okiem Parkowca na Facebooku! A jeśli odpowiednio zmotywujecie mnie w komentarzach, to kolejne wpisy będą pojawiać się znacznie częściej!