piątek, 1 września 2017

Od siebie



Długo myślałem o tym, jak powinien wyglądać kolejny wpis. Sierpień, jak zwykle, owocował w historie i spotkania, zasługujące na wyróżnienie tekstem, ale tym razem postanowiłem napisać coś bardziej osobistego. 


Pierwszego września mijają dokładnie 4 lata (jak ten czas leci!), odkąd jestem zawodowo związany z Poleskim Parkiem Narodowym. Zacząłem jako stażysta, później była umowa na czas zastępstwa, wreszcie – spełnienie marzeń – pełny etat. Tak, spełnienie marzeń: mam wspaniałą pracę w fantastycznym miejscu. Robię to, na czym (mam nadzieję) się znam, a dodatkowo to coś pożytecznego.

Wiele osób ma jednak wyobrażenie na temat mojej pracy wyłącznie na podstawie blogowych opowieści i zdjęć, które umieszczam w serwisach społecznościowych. „Fajnie tam masz. Spacerujesz, robisz zdjęcia, głaszczesz zwierzęta i liczysz roślinki”. Chociaż można mieć w głowie wizję tak niesamowitej pracy, to w rzeczywistości wygląda ona zupełnie inaczej… Pracuję w Zespole ds. edukacji i udostępniania Parku, od dwóch lat moim miejscem pracy jest Ośrodek Dydaktyczno-Muzealny w Starym Załuczu. Praca w muzeum polega przede wszystkim na obsłudze turystów. Sprzedaję pamiątki, bilety na ścieżki, udzielam informacji, pomagam zapoznać się z naszą mapą itp. Absolutnie nie mogę powiedzieć, że to zła praca. Bardzo lubię tę część swoich obowiązków, bardzo lubię rozmawiać z ludźmi, udzielać odpowiedzi na różne pytania, doradzać: co, gdzie i jak można zobaczyć. Nie będę rozpisywał się o obowiązkach takich jak: pisanie sprawozdań i pism, przygotowywanie załączników do wniosków itd., ale zaznaczam, że obecna jest w mojej pracy i ta „papierkowa” część. 

Praca w parku narodowym to nie chodzenie po kładkach i głaskanie zwierząt. Jeśli spaceruję po ścieżkach w godzinach pracy, to tylko oprowadzając zorganizowane grupy – bo i to od czasu do czasu mi się zdarza. Chociaż to nie moje „własne” zwiedzanie Parku, to i tak bardzo to lubię. Cieszę się, że mogę opowiadać o pięknie przyrody Poleskiego Parku Narodowego i ktoś chce mnie przy tym słuchać. Sprawia mi to dużą radość i gdy tylko mam możliwość „wzięcia” wycieczki, zawsze to robię.

Drogi Czytelniku, jeśli dotarłeś do tego momentu – szczerze gratuluję! Tekst nie jest o zwierzętach, ścieżkach, nawet żartów mniej… Przykro mi, nie tym razem. Piszę to wszystko, ponieważ ostatnio zaczepiła mnie pewna Turystka:
– Pan tu chyba za karę bilety sprzedaje. Wie pan: czytam pana bloga i chyba woli pan być w terenie? 
Nie da się ukryć, że plenery Polesia są niesamowite i działają na Parkowca jak magnes. Kiedy tylko mogę, ruszam w teren, ale… po pracy. 

To w wolnym czasie ruszam na ścieżki. Wczesnoranne pobudki kilka godzin przed rozpoczęciem pracy pozwalają zrobić zdjęcia żurawiom, mgłom, wschodom słońca. Po pracy wsiadam na rower i jadę nad Mietiułkę, na Lipniak, Perehod czy Bubnów – miejsca, które kocham i chcę do nich wracać. Robię to z wielką przyjemnością i łączę swoje pasje: do przyrody, Polesia i fotografii. 

Świetnie się składa, bo moje pasje pozwalają mi lepiej pracować. Dzięki temu, co robię po pracy, mogę Wam dokładnie powiedzieć, co aktualnie zobaczycie na ścieżce, gdzie najlepiej obserwować ptaki czy o jakiej porze dnia najłatwiej spotkać łosia. Tę wiedzę zdobywam w wolnym czasie, a nie mam go niestety tyle, ile bym chciał. Teksty, które czytacie – chociaż nierozerwalnie związane z pracą i pasjami – powstają wieczorami w domu. Chcę, żebyście pamiętali, przeglądając zdjęcia i czytając wpisy, że to wszystko jest i dla mnie, i dla Was – aby choć trochę zarazić Was „gorączką Polesia”.


To naprawdę budujące, gdy ktoś przychodzi do mnie i mówi:
– Czytam pana bloga. Naprawdę fajny! Widać, że kocha pan to, co robi. 

Faktycznie tak jest. Kocham swoją pracę w muzeum, kocham też wszystko, co robię w związku z pracą – po pracy. Wzruszyło mnie ostatnio wyznanie rodziny, która przyjechała do Parku z Gdańska. Prosili, by podziękować autorowi bloga „Okiem Parkowca”, bo dzięki jego opisom tu przyjechali i zakochali się w Polesiu. Te podziękowania przekazano mojemu przyjacielowi Czarkowi, o którym też muszę wspomnieć. 

To właśnie dzięki niemu czytacie te wpisy (a przynajmniej ich ostateczną formę). Od samego początku „Okiem Parkowca” Czarek był odpowiedzialny za korektę tekstów i chwała mu za to! Mam bowiem pewien problem z pisaniem – lubię to robić, ale jestem „niechlujem słowa pisanego”. Mimo tego teksty, które czytacie, mają nienaganną ortografię, interpunkcję i składnię. Brawa dla tego człowieka, bo robi kawał dobrej roboty! [Skoro się tu pojawiłem – daję wszystkim słowo, że nie dopisywałem niczego na swój temat. Pragnę się za to pochwalić, że z racji pełnionej pomocy korektorskiej o wszystkich przygodach Parkowca mogę czytać jako pierwszy, a niejednej sam byłem uczestnikiem – przyp. red.]


Otworzyłem się dzisiaj, ponieważ przyszedł mi do głowy pewien pomysł... Od jakiegoś czasu nieśmiało marzę o nowym obiektywie fotograficznym. Kupiony w tamtym roku aparat jest świetny i całkowicie spełnia moje oczekiwania, ale obiektyw jest trochę za krótki. Bywa, że chociaż sytuacja zdjęciowa jest idealna – ograniczenia optyki nie pozwalają wykonać dobrego zdjęcia. Dla porównania – zobaczcie kilka fotek, które zrobiłem z pożyczonym obiektywem o ogniskowej 70-300 mm. 






Jeśli ta prośba jest dla Ciebie nie do przyjęcia – zignoruj ją, proszę, a jeśli to, co robię, sprawia Ci frajdę; jeśli kochasz Polesie jak ja, czytasz nowe wieści, oglądasz zdjęcia i marzysz o wolnym dniu, kiedy będzie można tu przyjechać –  wesprzyj mnie, proszę, chociaż symboliczną kwotą, która przybliży mnie do wymarzonego obiektywu. Moje zdjęcia to Wasze zdjęcia. Chciałbym dzielić się z Wami Polesiem jak najpiękniej.

PS Wszystkie zdjęcia w tym artykule wykonałem w ciągu kilku ostatnich dni pożyczonym obiektywem Nikkor 70-300mm 

Udostępniajcie zrzutkę: 

5 komentarzy:

  1. Pamiętam każde wakacje spedzane w tych okolicach od 20 lat, samotne spacery, wycieczki rowerowe i masę zwierzyny uciekajacej w popłochu po nagłym wstąpieniu na jej teren człowieka. Śledzę rozwój PPN tyle lat. Pamiętam jak wlasnie jeden Parkowiec nawrócił nas, żebyśmy obejrzeli kwitnąca wełnianke, opowiadał o wilkach, zwierzynie. Tez wtedy zapragnęłam fotografii przyrodniczej i zakupiłam nowy obiektyw :) Jednak 200 mm to za mało no i z dzieckiem w foteliku ciezko było oczarować pod lisia norą ;) Jednak rozumiem pasje w 100% Parkowiec bez teleobiektywu jak bez ręki..

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny ten tekst i świetny ten blog.Czuje się pasję i miłość do przyrody!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna robota! Pasja, piękno natury, no i rozpowszechnianie tego skarbu, jakim jest Polesie. Trzymam kciuki i oby tak dalej! Pozdrowienia ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  4. W zbiórce pomożemy.☺
    Będzie Pan zadowolony☺

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń