sobota, 29 lipca 2017

Przychodzi bocian do lekarza, czyli o Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt



Od początku istnienia ludzie oddziaływali w różny sposób na środowisko. Karczowali lasy, osuszali bagna, stawiali osady i miasta, a w końcu poprzecinali swoją planetę siecią dróg i autostrad. Presja, którą wywarliśmy na środowisko, przyniosła przykre skutki wobec jego pozostałych mieszkańców. W miejscu pradawnej puszczy pojawiły się pola uprawne, aglomeracje i szlaki komunikacyjne, a w takiej rzeczywistości ciężko odnaleźć się zwierzętom. 

W miejscach, gdzie człowiek spotyka się z dziką naturą, często dochodzi do konfliktów lub kolizji. Coraz częściej słyszy się o kolizjach drogowych z udziałem dzikiej zwierzyny. Stojące przy drogach znaki ostrzegawcze okazują się niewystarczającym rozwiązaniem, a liczba poszkodowanych rośnie. O ile ludzie mogą liczyć na przyjazd pogotowia ratunkowego, nie zawsze jest ktoś, kto pomoże poszkodowanemu zwierzakowi. Nie wszystkie wypadki kończą się przecież tragicznie.  Dla rannych zwierząt, wymagających opieki, powstają specjalne miejsca, takie jak Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt w Poleskim Parku Narodowym. 
Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt w Starym Załuczu utworzono w 2001 roku. W 2012 roku powstała jego filia w Zawadówce. Zwierzęta znajdują tu troskliwą opiekę i odpowiednie warunki do odzyskania sprawności. O mieszkańców troszczą się nie tylko pracownicy Parku, ale także lekarze weterynarii, którzy służą fachową wiedzą i doświadczeniem.

Od momentu powstania do końca 2015 roku w Ośrodku przebywało łącznie 456 zwierząt z 49 gatunków. Najczęściej trafiają do nas ptaki, m.in.: myszołowy, pustułki, sójki, błotniaki, bąki, bieliki, łabędzie, czaple siwe. Najliczniejszą grupę stanowią jednak bociany białe. Większość bocianów z Ośrodka to młode, które wypadły z gniazda. W naturalnym środowisku nie miałyby większych szans na przeżycie, ale w specjalnie przygotowanej wolierze szybko nabierają sił i już w sierpniu opuszczają nasz Ośrodek na własnych skrzydłach. 

Ssaki z kolei trafiają do filii w Zawadówce. Tam wybudowano dla nich specjalnie skonstruowane schrony. Lokalizacja zapewnia zwierzętom spokój i dużą przestrzeń. Chociaż Ośrodek w Zawadówce powstał stosunkowo niedawno, opiekę i schronienie znalazło w nim już ogółem 76 zwierząt. Były to głównie sarny, łosie, dziki i zające.  Ze względu na swój charakter, miejsce nie jest dostępne dla zwiedzających. Pozwala to uniknąć zwierzętom niepotrzebnego stresu i przede wszystkim nie przyzwyczajają się do ludzi.



Pomagajmy mądrze!

Nie każde zwierzę potrzebuje naszej pomocy. Zdarzają się przypadki dostarczania do Ośrodka osesków saren. Sarna często zostawia swoje młode, ale czuwa w pobliżu. Nie należy podchodzić do maleństw ani ich dotykać. Mama sarna wie, co robi! 

W 2016 roku aż 8 puszczyków znalazło się w Ośrodku. Ptaki po odkarmieniu i otrzymaniu odpowiedniej pomocy zostały wypuszczone na wolność. Nie powinny jednak wcale do nas trafić. Gdy puszczyki nie mieszczą się już w dziupli lub gnieździe, „wypadają” z niego, pozostając w pobliżu. Cały czas zajmują się nimi i karmią je rodzice. Cieszy nas, że coraz więcej osób chce pomagać zwierzętom, jednak nie zawsze ta pomoc jest potrzebna. Zdarza się nawet, że może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

W przypadku zaobserwowania zwierzęcia rannego, porzuconego czy takiego, które wygląda na potrzebujące pomocy, najbezpieczniej do nas zadzwonić. Pracownicy Parku odpowiedzą na wszystkie pytania i w razie potrzeby udzielą zwierzęciu pomocy.  

Praca w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt to niemałe wyzwanie. Wymaga dużej cierpliwości i „dobrej ręki” do zwierząt. To nie tylko przebywanie wśród bocianów i wypuszczanie wyleczonych zwierzaków. To także przygotowywanie pokarmu, sprzątanie, czyszczenie misek i wolier, zmienianie opatrunków itp. Często przychodzą ciężkie chwile, ponieważ nie każdemu zwierzęciu udaje się pomóc, jednak satysfakcja z każdego uratowanego podopiecznego jest ogromna.



 























Śledźcie fanpage:

Zaglądajcie na Instagrama:
I zakładajcie odlotowe koszulki:

1 komentarz:

  1. Świetne zdjęcia, co za wyczucie! Chętnie wyruszyłbym w podróż po parku z takim przewodnikiem z pasją i zamiłowaniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń