wtorek, 11 października 2016

Lejno el sol



A teraz usiądźcie (gdybyście nie siedzieli), zamknijcie oczy (trudno czytać z zamkniętymi, ale spróbujcie) i przez chwilę skupcie myśli wokół jednego miejsca – szczególnie dla Was ważnego, za którym tęsknicie. Ja o takim pomyślałem i zapraszam Was dziś do „mojego” najlepszego miejsca na świecie. Zapraszam do Lejna. 

Lejno to moja rodzinna miejscowość. Może się tutaj nie urodziłem i nie wychowałem, ale zawsze myślę o Lejnie w taki właśnie sposób. Stąd pochodzi mój Tato, tutaj postawiliśmy dom, w którym mieszkam i wreszcie – to tu zakochałem się po same uszy… 

Lejno leży na zachód od Poleskiego Parku Narodowego, konkretnie kilometr od jego granicy. Miejsce, w którym stoi moja chatka, leży na terenie Parku Krajobrazowego, otuliny Parku Narodowego, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanego rezerwatu „Lejno”. Jestem więc skazany na ciągłe obcowanie z przyrodą!

I całe szczęście. Brakuje mi ostatnio czasu na dłuższe piesze czy rowerowe wycieczki po Parku, ale po Lejnie spaceruję codziennie. Zawdzięczam to głównie mojej ukochanej suczce Frei, z którą, niestrudzenie, każdego dnia przemierzamy poleskie bezdroża. 

Nieopodal chatki znajdują się malownicze torfianki. Tym, którzy torfiankę wzięli za wegańską potrawę z humusu i wodorostów, wyjaśniam: chodzi o niewielkie oczko wodne, powstałe w miejscu wyrobiska torfu. Torf był tutaj jeszcze niedawno głównym materiałem opałowym. Za pomocą specjalnych narzędzi wydobywano jego pokłady, cięto je na mniejsze kostki i suszono. W miejscach pobrania szybko pojawiała się woda – tak powstały niezwykle malownicze zbiorniki wodne, które okazują się idealnym schronieniem dla wielu gatunków zwierząt. Torfianki bywają jednak zdradliwe. Często na ich powierzchni może pojawić się spleja, czyli kożuch roślinności, utworzony głównie z mchów torfowców. Gdy taki kożuszek całkowicie zakryje powierzchnię torfianki, staje się ona praktycznie niezauważalna, a przez to bardzo niebezpieczna. 


Jedna z pierwszych torfianek w okolicy Lejna jest już pięknym skrawkiem bagna, porośniętego bujną roślinnością. Ściąga regularnie stałych bywalców mokradeł – łosie.
Właśnie w Lejnie po raz pierwszy udało mi się zrobić w miarę ostre zdjęcie łosia, w zasadzie dwóch: mamy – klępy i dzieciątka – łoszaka. Wydarzyło się to w czasie spaceru z psem, niecały kilometr od domu. Zdarzało się zresztą, że łosie podchodziły znacznie bliżej obejścia, ale o tym przeczytacie innym razem… Lejno to niezwykle bogaty przyrodniczo teren. W żadnym innym miejscu nie miałem nigdy sposobności, żeby zobaczyć taniec żurawi. W Lejnie wystarczył jeden spacer!

Na mojej działce obserwowałem pierwszy raz uszatki, szczygły czy srokosze. A mniej więcej trzy lata temu tuż pod lasem nieopodal chatki widziałem wilka. Zdaję sobie sprawę, że opis, który Wam serwuję, przypomina może trochę ten z sagi rodu Bohatyrowiczów, którzy okiełznali puszcze i żyli w zgodzie z leśnymi stworzeniami. Chociaż sarny jeszcze nie jedzą mi z ręki, to i tak żyję prawie jak w bajce.

Muszę wspomnieć o magicznych porankach w Lejnie. Przed domem mam fantastyczny widok na łąki i pola. Ogromna przestrzeń bardzo często wita mnie bezkresem porannych mgieł. Rano piję kawę na tarasie, patrząc na morze mgły… A może faktycznie żyję w bajce? Przed prowadzonymi tutaj pracami melioracyjnymi sąsiadujące łąki były o wiele bardziej „uwodnione”. Mój Tato w dzieciństwie szalał po całej tej przestrzeni zimą na łyżwach, doczepianych do trzewików. Z kolei Dziadek opowiadał, że do Jeziora Łukie i Starego Załucza pływał z domu czółnem. Pięknie musiało być wtedy w Lejnie, choć i dziś niczego mu nie brakuje.


Miał być krótki, treściwy wpis, a powstała już chyba powieść o walorach przyrodniczych Lejna… Ale o kilku rzeczach muszę Wam jeszcze opowiedzieć. Wspomniałem wcześniej o projektowanym rezerwacie „Lejno”. Obszar rezerwatu został zaplanowany na terenie dawnego jeziora o pięknej nazwie… Lejno. Jezioro zostało osuszone przez dziedzica Liniewskiego i od tamtej pory nigdy nie napełniło się ponownie wodą. W miejscu jeziora powstało piękne torfowisko! Tylko nieliczni wiedzą, którędy można dostać się do jego centrum. Niedostępność tego miejsca zwiększa dodatkowo porastający dookoła ols kępkowo-dolinowy. I bardzo dobrze! Na samym środku jeziora noc spędzają żurawie, a ich głos słyszany jest nawet z chatki. Sam nigdy się tam nie zagłębiam bez powodu, żeby nie skazić swoją obecnością tego „matecznika”. 

Skoro pojawił się temat nocy – niejedną spędziłem w Lejnie z zadartą głową, wpatrzoną w niebo. Jeśli spojrzeć na mapy czystości nieba, okazuje się, że Lejno to idealne miejsce dla miłośników ciał niebieskich. W pobliżu nie ma żadnych ośrodków miejskich, nie ma nawet latarni, które mogłyby tworzyć łunę. W ciepłą noc potrafię godzinami patrzeć w gwiazdy. Mały Wóz, Wielki Wóz, Droga Mleczna czy Perseidy – miliardy ciał niebieskich, widocznych gołym okiem. Raz zdarzyło mi się tu nawet obserwować zorzę polarną! Nie były to zielone pasy, znane każdemu ze zdjęć podbiegunowych, ale świetliste pasy mieniące się na północnej części nieba. Kosmos!



Na koniec rozwiązanie największej tajemnicy tego wpisu: tak, zakochałem się i to po same uszy. Zakochałem się w Lejnie, w Polesiu, w tym skrawku ziemi… Bo jak go nie kochać?

Jedna ze starszych torfianek która postanowiła zostać bagnem, zdjęcie nie zmieściło się tam gdzie miało być, więc jest tu :)

3 komentarze:

  1. Patrząc na zdjęcia i czytając opis - to naprawdę musi być piękne i niemal magiczne miejsce. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Polesie najlepsze pod słońcem !
    Ja mam jedno pytanie, kiedy zorientowałeś/ zdecydowałeś się że chcesz pracować w PPN i pozostać na Polesiu ?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kierunku przyrodniczo-leśnym chciałem się kształcić od zawsze :) W drugiej klasie liceum, podczas przerwy na papierosa w lesie, stwierdziłem, że to jednak to :) A PPN stał się moim marzeniem w trakcie praktyk studenckich na 2 roku Ochrony środowiska

      Usuń