poniedziałek, 18 maja 2015

Dziki „Perehod”

Staw Dziki
Staw Dziki na ścieżce "Perehod" fot. M.Tokarzewski
Wiele jest miejsc na terenie Poleskiego Parku Narodowego, które potrafią chwycić za serce. Wschód słońca nad torfowiskami Bagna Bubnów, uginająca się pod nogami spleja na Jeziorze Moszne czy kilometry krętych kładeczek na ścieżce przyrodniczej „Spławy”. Każde z tych miejsc jest piękne, każde inne, a na pewno każde wyjątkowe. Jest jednak takie miejsce, które odwiedzam zdecydowanie częściej od pozostałych. Jakaś siła ciągnie mnie tam nieustannie na kolejne wędrówki. Mowa o ścieżce przyrodniczej „Perehod”.

Pokochałem (nie bójmy się tego słowa) to miejsce już dawno temu, na długo przed rozpoczęciem pracy w parku. To właśnie tam uciekałem rowerem z ostatnich lekcji (mam nadzieje, że żaden z moich nauczycieli tego nie czyta), aby pospacerować na łonie dzikiej natury. „Perehod” rozpoczyna się w miejscowości Pieszowola i prowadzi nas wokół stawów rybnych. Woda przyciąga tu ogromne ilości ptaków, stąd ornitologiczny charakter ścieżki. Aby umożliwić obserwację dzikich „ptaszorów” bez zakłócania ich spokoju, PPN doposażył ścieżkę w specjalną infrastrukturę. Znajdują się tam dwie wieże widokowe i specjalny, zakamuflowany od strony wody, schron ornitologiczny, z którego poprzez lunetę, lornetkę czy obiektyw aparatu możemy zobaczyć ptaki jak na dłoni.

Czaple białe
Czaple białe nad stawami w Pieszowoli fot. M.Tokarzewski
Schron ornitologiczny fot. M. Tokarzewski
Ścieżka jest najbardziej atrakcyjna właśnie wiosną, kiedy ptaki powracające z południa zatrzymują się tam, by uzupełnić braki elektrolitów i mieszanki białkowo-węglodanowej, czyli pokarmu. Oj, było kilka zimnych poranków, które spędziłem na jednej z wież widokowych, by o wschodzie słońca wsłuchiwać się w niezwykły ptasi koncert. Ostatnia wyprawa wyglądała jednak trochę inaczej. Niestety poranne wstawanie nie wychodzi mi tak dobrze, jak kiedyś, więc na ścieżkę wybrałem się porą popołudniową. Wraz z serdeczną koleżanką z sąsiedniego nadleśnictwa wybraliśmy się rowerami na poleski dukt, którego nie miała jeszcze okazji poznać. Przez cały czas starałem się w sposób fachowy opowiadać o tym, co tutaj widzimy, co spotkać możemy. Cóż – przynajmniej próbowałem. Nie licząc słabego przewodnika, sama wycieczka była dość udana. Po drodze spotkaliśmy liczne łabędzie nieme, udało się zaobserwować kilka czapli białych i wiele innych skrzydlatych mieszkańców Polesia: perkozów, łysek, kormoranów, kaczek krzyżówek czy gęsi. Co chwilę słychać było bąka, ptaka z rodziny czaplowatych, którego głos przynosi na myśl podmuchiwanie w pustą szklaną butelkę. Esencja „Perehodu” – nic, tylko odgłosy dzikiej natury.
 
Łabędzie na stawie Duża Zośka fot. M.Tokarzewski
Ale nie tylko ptaki były towarzyszami naszej wycieczki. W pewnym momencie koziołek – samiec sarny – ruszył niespodziewanie przez trzcinowiska, robiąc przy tym ogromny plusk, czym zdumiał nawet mnie. Idąc ścieżką przez grądowy las, usłyszeliśmy gdzieś za grabami nieśmiałe pochrumkiwanie. Młody dzik również stwierdził, że to idealna pora na spacer po ścieżce. Wszyscy stanęliśmy jak wryci: ja, koleżanka i dzik. Trwało dobrą chwilę zanim zorientował się, że jednak warto uciec w las. Szkoda, nawet nie sprawdziłem, czy miał ważny bilet wstępu. Jednak ciekawsze spotkanie miało dopiero nastąpić. Po wejściu na drugą wieżę widokową obserwowaliśmy panoramę stawu Duża Zośka i pływające po nim łabędzie.

Przez całą drogę pstrykałem jak oszalały aparatem, więc baterie miały prawo paść. Schowałem aparat do plecaka, a gdy mieliśmy już schodzić z wieży, usłyszeliśmy plusk. W odległości trzech metrów od nas dało się zaobserwować czarną plamę, a za nią siedem mniejszych i jaśniejszych plamek. Była to locha, samica dzika, wraz z młodymi warchlakami. Młodym, przemierzającym staw, znad wody wystawały tylko gwizdy, czyli ich ryjki. Po chwili przeszły przez trzciny pod samą wieżą widokową, wyszły na groblę, po której prowadzi ścieżka i pobiegły tak szybko, aż się za nimi kurzyło… 
Locha z pasiakami
Locha z młodymi fot. S. Wróbel
Mimo, że przemierzyłem tę ścieżkę setki razy, nie miałem nigdy wcześniej spotkania, tak bliskiego stopnia, z dzikami. I za to kocham najbardziej „Perehod” – zawsze ten sam, a równocześnie zawsze inny. Na koniec dobra rada, którą zapisałem sobie nawet na lodówce: zawsze miejcie naładowane baterie w aparacie. Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was na spacer po tej ścieżce przyrodniczej. Naprawdę warto!

PS Jeszcze jedno zaproszenie: korzystając z okazji, zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na obchody 25-lecia Poleskiego Parku Narodowego. W dniach 21-24 maja udostępniamy wszystkie ścieżki i muzeum bezpłatnie, a 23 maja czeka nas fantastyczna zabawa podczas Festiwalu Przyrody przy dyrekcji PPN w Urszulinie. Do zobaczenia!

1 komentarz:

  1. Piękne miejsce. Zazdroszczę wycieczki, fajnie chociaż poczytać :)

    OdpowiedzUsuń