piątek, 27 marca 2015

O wilku mowa

Dziś mam dla was inną, bo smutną historię. Niestety nie zawsze możemy cieszyć się z sukcesów w ochronie przyrody. Nie wszystkie działania przynoszą mierzalny efekt. Choćbyśmy podejmowali jeszcze więcej starań, nie uratujemy wszystkich zwierząt, roślin czy ekosystemów. Smutne, ale prawdziwe. Dziś podzielę się z wami smutną historią pewnej wadery – wilczycy.

Wilki od zawsze zajmowały szczególne miejsce w moim sercu. Dziecięcy lęk i strach stopniowo ustępowały miejsca fascynacji i chęci ochrony tych niezwykłych zwierząt. Za co najbardziej cenię wilki? Za całokształt i każdą rzecz z osobna. Obserwując te zwierzęta, nie można wyjść z podziwu dla ich inteligencji (w końcu oswoiliśmy je przed tysiącleciami, aby stały się najlepszym przyjacielem człowieka). Jednak w ludziach wilki zawsze budziły negatywne emocje. Kojarzone były z krwiożerczymi, bezlitosnymi bestiami, które należy tępić. Ludzie nie znoszą konkurencji, dlatego nie było miejsca dla wilków, jako kolejnego amatora polowań na grubego zwierza. Stworzyliśmy nawet historię o Czerwonym Kapturku, która już od młodości wpaja obraz złego wilka – pożeracza babć i małych dziewczynek. A przecież wilk nie zabija, jeśli nie musi. To odwieczny cykl natury: wilki polują na inne zwierzęta tylko po to, żeby same mogły żyć.

Często używamy sformułowania „samotny wilk”, jednak wilki nie są stworzone do życia w samotności. Tylko w rodzinie – watasze – są w stanie przetrwać. Wataha wilków jest niezwykłą społecznością. Panuje tu określona hierarchia, której podporządkowani są wszyscy członkowie rodziny. Pieczę nad wilczym stadem sprawuje zawsze para dominująca: samiec alfa – basior i samica alfa – wadera. To od nich zależy sprawność polowań oraz przyszłość  potomstwa. Mimo że tylko para dominująca wydaje na świat młode, opiekuje się nimi cała wataha. Więzi rodzinne u wilków są bardzo silne, a okazywaniem czułości wobec siebie biją nas, ludzi na głowę!

W Polsce jedna wataha może zajmować obszar ok. 100 km2, a jeden wilk potrafi pokonać dziennie do 70 kilometrów (!). Aby polować na grubą zwierzynę, zwierzęta te muszą cały czas się przemieszczać. Niestety w naszym kraju brakuje rozległych kompleksów leśnych, w których wilki mogłyby swobodnie polować na jelenie, będące ich ulubioną zdobyczą. Chociaż te niezwykłe zwierzęta objęte są całkowitą ochroną, nadal są bardzo zagrożone. Fragmentacja siedlisk, przecinanie kompleksów leśnych drogami asfaltowymi to największe zagrożenie dla wilków. Nie tylko pozbawiamy ich terytoriów łowieckich, ale narażamy bezpośrednio na kontakt z człowiekiem, i to człowiekiem zmotoryzowanym.

Wilk, w przypadku uderzenia przez samochód osobowy, nie ma najmniejszych szans na przeżycie. Ostatnio sam byłem tego świadkiem. W sąsiadującym nadleśnictwie, podczas inwentaryzacji łosi, w której brałem udział, napotkałem młodą waderę, leżącą tuż przy drodze. Prawdopodobnie goniąc za zwierzyną, przebiegła jezdnię i natrafiła na jadący samochód. Nie miała szans. Nie przypominam sobie bardziej smutnego widoku w całej  mojej dotychczasowej pracy.


Czy można było temu zapobiec? Czy jest jakiś sposób, by pogodzić interesy ludzi i przyrody? Odpowiedź pozostawiam Wam. 

Zdjęcia: Archiwum PPN oraz zasoby WWF

3 komentarze:

  1. Świetny wpis...to prawda, wilki przerażają a jednocześnie ogromnie fascynują...ale nie zawsze przedstawiane są jako te złe, np. Księga Dżungli

    OdpowiedzUsuń
  2. Polska może się pochwalić najlepiej rozwiniętą siecią przejść naziemnych dla zwierząt. Nie znaczy to, że sytuacja przedstawia stan idealny.Pogłowie wilków rośnie, jeśli będzie zwracać się uwagę na ich ochronę tak, jak dotychczas, to myślę, że nie zabraknie w Polsce leśnych braci.

    OdpowiedzUsuń
  3. myślę, ze rozwiązaniem byłoby jak u łosi poszerzenia pasa drogowego , tzn wycinka krzewów 20m od drogi tak by i kierowac i zwierze mogło dostrzec niebezpieczeństwo. w przypadku łosi to sie sprawdziło. w Downarach byl tej zimy 1 wypadek a latach poprzednich nawet 24 rocznie . Tomekzlasu

    OdpowiedzUsuń