O poszukiwaczach wiosny, tańcu i łosiu
Dawno, oj dawno nic nie pisał Parkowiec na swoim
blogu. „Nieładnie, minus!”, cytując koleżankę z pracy – Agatę. Przyznaję jednak
bez bicia, że jak zwykle brakowało mi ostatnio czasu, by siąść przed laptopem i
opisać to, co się wokół dzieje. A działo się naprawdę dużo. Wszystko zaczęło
się gdzieś w połowie lutego, kiedy zadzwonił do mnie redaktor z Dziennika
Wschodniego z pytaniem: „Panie Marku, czy widać już wiosnę?”. Zbaraniałem, bo jak
można w połowie lutego pytać o takie rzeczy? Faktycznie, dobra aura jest w
stanie wymusić na przyrodzie pierwsze sygnały o przebudzeniu i rzeczywiście:
nabrzmiały pąki na drzewach i krzewach, rozwinęły się kotki lub – jak kto woli
– bazie, jednak do prawdziwej wiosny jeszcze daleko. To przynajmniej próbowałem
dać do zrozumienia w swojej odpowiedzi. Jednak chwytliwy temat został
opracowany lekko sensacyjnie i ukazał się pod tytułem Wiosenne przebudzenie. Dwa dni później zjawiła się więc u nas ekipa
telewizyjna, chcąca nakręcić wiosennego newsa. Luty to jednak luty, a w dniu
realizacji materiału zaczęło sypać śniegiem i to całkiem nieźle. Kamera jednak
była już na miejscu i zdjęcia musiały powstać akurat tego dnia. No cóż… Mnie
spotkało „szczęście” opowiedzenia o feriach zimowych, które miały się wkrótce
rozpocząć. Mam nadzieję, że materiał przepadł już w internetach i szybko nie
wypłynie, bo lepiej wypadam chyba pisząc na laptopie niż mówiąc do kamery.
Skoro wspomniałem już o feriach, to teraz parę słów
o tegorocznej „Zimie w Parku”. Jak co roku odwiedziła nas rekordowa liczba
dzieci, co cieszy mnie niezmiernie (serio!). W tym roku skupiliśmy się na lesie
i jego mieszkańcach. Dzieci przez 5 dni mogły dowiedzieć się w formie zabawy o
bobrach, wilkach czy sowach. Niemałą frajdę sprawiła nam wszystkim nauka „Bober
dance”, czyli takiej poleskiej makareny. Jeśli ktoś planuje trening kondycyjny,
to polecam serdecznie zakupienie takiego
stroju i dwudziestominutowy taniec z osiemdziesięciorgiem dzieci… Każda
siłownia wymięka.
![]() |
Parkowiec w bobrzej skórze fot. A. Panasiuk |
Skończyły się ferie, skończył się luty, a marzec to,
jakby nie patrzeć, pierwszy wiosenny miesiąc. Parkowiec z utęsknieniem więc wypatrywał
już na niebie symbolu Poleskiego Parku Narodowego – żurawi. Ktoś coś słyszał,
gdzieś widziano, ktoś mówi, że są, ale gdzie? Byłem takim niewiernym Tomaszem,
bo chciałem je koniecznie zobaczyć na własne oczy. Poszukiwania spełzły jednak na
niczym. Ale pewnego słonecznego popołudnia, już po powrocie do chatki,
usłyszałem znajomy głos – pełen radości i nadziei – klangor. Żurawie wybrały na
swoje terytorium łąki naprzeciw mojej posesji i głośno to oznajmiały. Ach!
Piękny śpiew. Jednak to, co miałem zobaczyć okazało się jeszcze piękniejsze! Wyskoczyłem
zaraz z chatki, wziąłem lornetkę i ujrzałem najpiękniejsze do tej pory zjawisko
– taniec żurawi. Pierwszy raz miałem przyjemność na żywo obserwować to
przyrodniczo-taneczne show. Samiec rozpościera kolejno jedno i drugie skrzydło,
otula nimi samicę i krąży wokół niej. Pręży się, prezentując swoją siłę i
grację. Po kilku minutach popisu samca, samica w geście przychylności kłania
się partnerowi. Ten, nie czekając długo, przystępuje do miłosnego aktu. To nie
trwa już zbyt długo, jednak gdy po wszystkim szyje partnerów praktycznie
splatają się ze sobą, to zaczyna aż brakować tchu obserwatorowi (wiem co mówię).
Nie chciałem im w tym jakże pięknym i ważnym momencie przeszkadzać, więc całość
obserwowałem z daleka. Motywuje mnie to też bardziej do zmiany aparatu na
porządniejszy, żeby uchwycić w przyszłości chociaż część tego piękna. Dziś jednak
będziecie mieli okazję zobaczyć to widowisko, ponieważ mój mentor – Sławek
Wróbel miał szczęście i możliwości uchwycenia tańcu i miłości żurawi na zdjęciach.
Teraz praktycznie codziennie budzi mnie żurawi
klangor, a obecność tych ptaków podczas spacerów stała się wręcz naturalna. Aż
ciężko wyobrazić sobie ten skrawek ziemi bez nich.
Na koniec o kolejnym ciekawym spotkaniu sprzed
kilku dni. Tym razem już nie w okolicach chatki Parkowca, ale nie na tyle
daleko, żeby je przemilczeć. Wracając samochodem do domu, zauważyłem ruch za
młodymi sosnami, rosnącymi na dawnym pastwisku. Zatrzymałem samochód, aby
sprawdzić, co tam piszczy... Przeczucie mnie nie zawiodło – za sosenką chował
się łoś. Podjechałem trochę bliżej polną dróżką, żeby lepiej przypatrzeć się stworzeniu.
Okazało się, że to nie łoś, a łosie! Dwa ogromne stwory – prosto z bagien –
wybrały się na spacer po pastwisku w środku dnia. Przyglądały mi się z uwagą,
ale zostałem w samochodzie, by ich nie płoszyć. Zwierzęta bowiem bardzo dobrze
potrafią rozpoznać ludzką sylwetkę, co powoduje u nich instynktowny impuls do
ucieczki. I tak przez dobre 15 minut łosie obserwowały mnie, a ja przez szybę
samochodu – je. W końcu stwierdziły, że ani ja, ani mój samochód nie jesteśmy
warci uwagi i spokojnie poszły dalej, swoimi łosimi ścieżkami.
![]() |
Bliskie spotkanie fot. S. Wróbel |
A już na sam koniec, korzystając z okazji,
chciałbym zaprosić Was wszystkich do odwiedzenia Poleskiego Parku Narodowego.
Może i Wam uda się coś ciekawego zobaczyć? A nawet jeśli nie, szczęściu zawsze
można pomóc! Od kwietnia rusza działalność naszego Ośrodka
Dydaktyczno-Muzealnego w Starym Załuczu, a tam będzie czekał na Was Parkowiec z
codzienną poleską gawędą. Do zobaczenia! :)
Super wpisy, zapraszam do siebie, tyle ze ja prowadze wypas owiec Józefów, zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńSwietny arytkul! zdjecia rowniez godne pochwały! Zapraszam do Nas http://owczeprzygody.pl/owce/
OdpowiedzUsuńSwietne zdjecia! Zapraszam do odwiedzenia mojej strony z pieknymi owieczkami! http://owczyser.com.pl/wypas-owiec-jozefow/
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńSuper wpis :)
OdpowiedzUsuń