Posty

Wyświetlam posty z etykietą żurawie

Wystarczy wstać...

Obraz
Właśnie kończy się wrzesień. Siedzę w chatce pogrążony w ciemnościach. Zgasły światła, bateria w laptopie pociągnie jeszcze ze 3 godziny. Na zewnątrz wichry, deszcze  i jesienna zawierucha. Tuż obok mruczy kot – idealne warunki, by napisać tekst na bloga!   Kończący się miesiąc był naprawdę wyjątkowy. Od kilku już lat wrzesień kojarzy i się szczególnie dobrze. To właśnie we wrześniu rozpocząłem swoją pracę w Poleskim Parku Narodowym. We wrześniu wykluwają się młode żółwie błotne! To we wrześniu kwitną wrzosy, rozpoczyna się rykowisko i bukowisko. Wrzesień to także miesiąc, w którym od kilku już lat żegnam się z żurawiami. Szczególny miesiąc. I jak zwykle, również w tym roku okazał się dla mnie łaskawy. Niezliczona liczba obserwacji, niesamowite spotkania z ludźmi oraz  ze trzy dobre zdjęcia – kocham wrzesień! Jednak by doszło to tych ciekawych spotkań i obserwacji, trzeba włożyć trochę wysiłku,  a jednym z największych z nich jest poran...

Od siebie

Obraz
Długo myślałem o tym, jak powinien wyglądać kolejny wpis. Sierpień, jak zwykle, owocował w historie i spotkania, zasługujące na wyróżnienie tekstem, ale tym razem postanowiłem napisać coś bardziej osobistego.  Pierwszego września mijają dokładnie 4 lata (jak ten czas leci!), odkąd jestem zawodowo związany z Poleskim Parkiem Narodowym. Zacząłem jako stażysta, później była umowa na czas zastępstwa, wreszcie – spełnienie marzeń – pełny etat. Tak, spełnienie marzeń: mam wspaniałą pracę w fantastycznym miejscu. Robię to, na czym (mam nadzieję) się znam, a dodatkowo to coś pożytecznego. Wiele osób ma jednak wyobrażenie na temat mojej pracy wyłącznie na podstawie blogowych opowieści i zdjęć, które umieszczam w serwisach społecznościowych. „Fajnie tam masz. Spacerujesz, robisz zdjęcia, głaszczesz zwierzęta i liczysz roślinki”. Chociaż można mieć w głowie wizję tak niesamowitej pracy, to w rzeczywistości wygląda ona zupełnie inaczej… Pracuję w Zespole ds. edukacji i udos...

Polesia czar... czyli jeden dzień z życia Parkowca

Obraz
O godzinie 3 30 ostatniego dnia sierpnia rozpoczęła się jedna z ciekawszych przygód mojego dotychczasowego życia. Co zmusiło mnie do pobudki o tak nieludzkiej porze? Oczywiście plener! I to plener pełen wrażeń.  Zaparzyłem ulubioną kawę, wlałem do termicznego kubka i ruszyłem ciemną nocą (każda pora przed godziną 9 00 jest dla mnie nocą) w stronę Urszulina. Tam miałem spotkać się z przyjaciółmi na umówioną poleską wyprawę. Naszym pilotem był mój serdeczny przyjaciel Sławek Wróbel, którego śladem ruszyliśmy na bagna. Przed 5 00 rano byliśmy na miejscu – na wieży widokowej w Zastawiu. Usłyszałem tam przepiękną pieśń – klangor tysiąca żurawich gardeł. Chociaż nie było to moje pierwsze spotkanie z taką liczbą żurawi (o jednym pisałem jakiś czas temu na blogu), zostanie jednak w mojej pamięci na pewno do końca życia. Krzyk żurawi na bagnach bladym świtem – nie ma odpowiednich słów, żeby właściwie opisać to wydarzenie i oddać chociaż część jego doniosłości i piękna. Czł...

O poszukiwaczach wiosny, tańcu i łosiu

Obraz
Dawno, oj dawno nic nie pisał Parkowiec na swoim blogu. „Nieładnie, minus!”, cytując koleżankę z pracy – Agatę. Przyznaję jednak bez bicia, że jak zwykle brakowało mi ostatnio czasu, by siąść przed laptopem i opisać to, co się wokół dzieje. A działo się naprawdę dużo. Wszystko zaczęło się gdzieś w połowie lutego, kiedy zadzwonił do mnie redaktor z Dziennika Wschodniego z pytaniem: „Panie Marku, czy widać już wiosnę?”. Zbaraniałem, bo jak można w połowie lutego pytać o takie rzeczy? Faktycznie, dobra aura jest w stanie wymusić na przyrodzie pierwsze sygnały o przebudzeniu i rzeczywiście: nabrzmiały pąki na drzewach i krzewach, rozwinęły się kotki lub – jak kto woli – bazie, jednak do prawdziwej wiosny jeszcze daleko. To przynajmniej próbowałem dać do zrozumienia w swojej odpowiedzi. Jednak chwytliwy temat został opracowany lekko sensacyjnie i ukazał się pod tytułem Wiosenne przebudzenie . Dwa dni później zjawiła się więc u nas ekipa telewizyjna, chcąca nakręcić wiosennego newsa. Luty...

Ścieżka zastępcza

Obraz
D ługo zastanawiałem się, o czym napisać kolejny tekst. O pierwszym i jedynym – jak do tej pory – grzybobraniu w tym roku? O młodych żółwiach, które nie tak dawno przyszły na świat? A może coś o zielonych szkołach i zajęciach, prowadzonych w ramach programu „Misja Przyroda”? Dużo tematów, dużo spraw, dużo różnych wątków, które warto byłoby poruszyć, więc jak tu się zdecydować? To ciągłe zastanawianie i trudność w podjęciu ostatecznej decyzji sprawiły, że we wrześniu nie pojawił się na blogu żaden wpis, za co bardzo przepraszam, biję się w pierś, gorzko żałuje i obiecuję poprawę. Spośród wielu branych pod uwagę tematów postanowiłem wybrać wreszcie ten najbardziej aktualny i z mojego punktu widzenia najbardziej ciekawy. Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu… Każdy, kto odwiedził Poleski Park Narodowy, wie doskonale, że naszą sztandarową ścieżką przyrodniczą jest „Dąb Dominik”. Mamy tam pełną przekrojówkę siedlisk i zbiorowisk, charakterystycznych dla naszego Parku. Od grądów, ...