Posty

Wyświetlam posty z etykietą szczęście

Ostatnie życzenie

Obraz
– Zaraza… – p owiedział Parkowiec, gdy po dłuższej przerwie wyruszył wreszcie na znajome bagna. Krwiożercze bestie czaiły się wszędzie. Każdy krok wzbudzał ich zainteresowanie, oddech Parkowca przyciągał je jak zapach świeżej krwi. Były pod każdym liściem, za każdym drzewem. Wiecznie głodne komary. A co by było, gdyby komarów zabrakło?    Ludzie (...) lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni (...) Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć. Potworne komary nie powinny wydawać się niczym dziwnym. W końcu jesteśmy na bagnach. One były tu zawsze, my jesteśmy przejazdem. Refleksja przyszła szybciej niż wyciągnięcie miecza. Uzbrojony w pozytywne myśli ruszyłem dalej poleskimi szlakami, by mieć o czym Wam napisać.  W każdym momencie, w każdej chwili, w każdym zdarzeniu kryją się przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. W każdej chwili kryje się wieczność. Każde odejście jest zarazem powrotem, każde pożegnanie powitan...

Kwiecień-plecień…

Obraz
W tym roku na własnej skórze mieliśmy okazję przekonać się, że stare jak świat przysłowie: Kwiecień-plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata idealnie opisuje aurę wspomnianego w nim miesiąca. Szkoda tylko, że o przysłowiowym lecie mogliśmy zapomnieć już po pierwszym tygodniu, a kolejne dni bardziej przypominały jesień średniowiecza niż sielską ciepłą wiosnę. Rower stoi pod zadaszeniem i czeka na montaż podgrzewanego siodełka oraz porządnych chlapaczy. Piesze wędrówki musiałem ograniczyć do trasy: drzwi samochodu – drzwi domu, co niekorzystnie wpłynęło na redukcję odkładanych w okresie zimowym zapasów triacylogliceroli, co potwierdza utrudnione zakładanie „kościołowych” spodni. Oj, ciągnie wilka do lasu, a Parkowca w teren… Jednak pogoda szybko zrewidowała wszelkie próby ucieczki w głuszę i przygotowała wyjątkową ofertę wiosenną, składającą się z deszczu, gradu, śniegu i wyjątkowo zimnego wiatru. Trzeba było więc cierpliwie czekać na słoneczne dni. Kilka ...

Idą święta... czyli o rozpalaniu domowego ogniska

Obraz
Coraz bardziej podoba mi się uczucie, które pojawia się we mnie, kiedy otwieram pusty dokument w Wordzie i zaczynam pisać. Moim postanowieniem noworocznym będzie właśnie częstsze udzielanie się w blogosferze. Na Polesiu nietrudno w końcu o ciekawe przygody, więc i poczytne tematy. Tym razem, ze względu na "rodzinny charakter Świąt" tekst w zimowo-bajkowej konwencji. Dawno, dawno temu (dokładnie dwa i pół tygodnia temu) za siedmioma jeziorami, za siedmioma torfowiskami, za siedmioma ścieżkami dydaktycznymi w leśnej chatce mieszkał sobie Parkowiec. Żył sobie spokojnie na skraju lasu, z dala od miast i spraw wielkich ludzi. Gdy nadeszła zima stulecia (kto wie: może tegoroczne dwa tygodnie śniegu to największe opady w tym stuleciu?), Parkowiec musiał zadbać o własny byt i rozpalić prawdziwe domowe ognisko. Żywot poleskiego człowieka poczciwego związany jest bowiem z tą, która nieuchronna, z tą, która przychodzi niezapowiedzianie, z tą, która zawsze zaskakuje dro...

Lejno el sol

Obraz
A teraz usiądźcie (gdybyście nie siedzieli), zamknijcie oczy (trudno czytać z zamkniętymi, ale spróbujcie) i przez chwilę skupcie myśli wokół jednego miejsca – szczególnie dla Was ważnego, za którym tęsknicie. Ja o takim pomyślałem i zapraszam Was dziś do „mojego” najlepszego miejsca na świecie. Zapraszam do Lejna.   Lejno to moja rodzinna miejscowość. Może się tutaj nie urodziłem i nie wychowałem, ale zawsze myślę o Lejnie w taki właśnie sposób. Stąd pochodzi mój Tato, tutaj postawiliśmy dom, w którym mieszkam i wreszcie – to tu zakochałem się po same uszy…  Lejno leży na zachód od Poleskiego Parku Narodowego, konkretnie kilometr od jego granicy. Miejsce, w którym stoi moja chatka, leży na terenie Parku Krajobrazowego, otuliny Parku Narodowego, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanego rezerwatu „Lejno”. Jestem więc skazany na ciągłe obcowanie z przyrodą! I całe szczęście. Brakuje mi ostatnio czasu na dłuższe piesze czy rowerowe wycieczki po Parku, ale po Lejn...